Nasz wielo-początek

with 6 Comments

     Wspominałam o tym, że o pieluszkach wielorazowych szepnęła mi przyjaciółka (Dlaczego warto wielo-pieluchować?). Nie miałam jednak czasu aby się wtedy nad nimi zastanowić, ponieważ… miałam swój pierwszy poród na głowie (było minęło.. jeśli ktoś jest zainteresowany dlaczego i jakiego szpitala w Łodzi nie polecam – atsumi@wp.pl – z chęcią się wyżalę :) ). Po porodzie czasu jest całkiem sporo (moje dziecko było proste w obsłudze – śpi, je, kupka, siusia.. i tak dwa miesiące :) ), odszedł stres związany z obawą o życie i zdrowie dzidziusia, urlopik się zaczął, a kochany, pomagający mąż był ciągle przy mnie.. (Nota bene to były nasze najlepsze wakacje ever!) Owa kochana przyjaciółka zaproponowała nam pożyczenie swoich pieluszek wspominając, że to duża oszczędność. Ryba chwyciła haczyk! Mając pierwsze dziecko wszystko na czym da się oszczędzić, co uda się pożyczyć od znajomych jest darem od Boga!!  Ale to jeszcze nie był mój wielo-debiut.

     Pierwszą pieluszkę wielorazową dostałam na imieniny od drugiej przyjaciółki. Starannie ją wybrałam (polecam asertywne odpowiedzi na pytanie: co chciałabyś dostać na prezent – to naprawdę ułatwia życie 😉 ) czytając setki opinii i recenzji.. Po kilkunastu dniach uważałam, że wiem już chyba wszystko.. teraz wspominam to z rozbawieniem.. oj jaka ja naiwna byłam :D... Z samą teorią, oglądając pieluszki jedynie w komputerze nie miałam niestety o nich prawie żadnego pojęcia. Opinie które czytałam niestety często były sprzeczne lub jak się okazało odbiegały od rzeczywistości, tzn tego jak ja te sprawy widzę.. Chyba po prostu znajdywała tylko te informacje które chciałam znaleźć (tanie i dobre – najlepsze rozwiązanie). Tą pierwszą pieluszką była kieszonka Bobolider – chinka. Pięknie zapakowana, z kolorową instrukcją, szczegółowym opisem. Pomyślałam: super, profeska. Oglądając, a raczej.. badając ją wyglądałam jak rdzenny mieszkaniec dżungli przy pierwszym spotkaniu z polaroidem. Szok, entuzjazm, podekscytowanie! Po prostu wielkie Wow!! Uprałam, założyłam swojemu 1,5 miesięcznemu synkowi i mega przeciek.. Pieluszka nie przylegała przy nóżkach mojego chuderlaka. Poczekaliśmy z nią jeszcze 1,5 miesiąca, aż kluskowe ciałko opłynęło w tłuszczyk.

bobolider1

     Pieluchowanie rozpoczęłam ponownie, kiedy Tomaszek miał niecałe 3 miesiące. Rzadko komu trafia się takie szczęście w postaci znajomej pożyczającej pieluszki po swoim dziecku . Kilkuletnie Bambamsy –chinki, AIO i kieszonki z bambusową frotką. Niestety nie do odratowania :/ rozwarstwiony pul, przecieki i złogi. Nie pomógł nawet 6-krotny stripping. Schły ponad 2 dni – LATEM, a na pupie były raptem pół godziny!! Zrezygnowałam z nich po 2 tygodniach (dwie kieszonki zostawiłam na awaryjne sytuacji, których jak na razie brak). W międzyczasie zapalona ideą wielo-pieluchowania przekonałam się, że to jest dobre, jeśli ma się odpowiednie. Już mniej więcej wiedziałam czego nie chcę, a pozostało mi jeszcze tylko znaleźć coś co by nas zadowoliło (mnie i syna – mojej drugiej połówce jest prawie wszystko jedno).

     Po rozmowie z najwspanialszym mężem na świecie, który powiedział „Kochanie daj spokój z tanimi i dobrymi, jeśli już inwestować to w te najlepsze” (TAAAAK) 😀 od razu wybrałam się do Łódzkiego sklepu stacjonarnego – Decoraliki na pieluszkowy shopping. Jeszcze kilka zakupów przez internet i tak oto nasz początkowy stosik to były:

  • 2 otulacze i 1 kieszonka z Coolmaxem – Milovia,
  • 1 otulacz Flip,
  • 1 otulacz Smartlove
  • i kupa jak się potem okazało nieużytecznych dla nas wkładów (które dzisiaj w większości mają już nowych właścicieli).

     stosik

     Tak wyglądają moje niektóre z pierwszych pieluszek po 4 miesiącach użytkowania. Widać jak Flip się zmechacił od rzepów :/.

     Tak się zaczęło. Wsiąkłam :). Przepadłam (ale nie do końca – rozum ciągle bierze górę nad „O! Nowa pieluszka – muszę ją mieć”)  i bardzo się z tego naszego wielopieluchowania cieszę.

     Ślę szczególne podziękowania dla Karoliny i Basi za materialne (w formie pieluszek) wsparcie naszego stosiku. Gdyby nie Wy pewnie ciągle wmawiałabym sobie, że uczulenie na pampersy to przecież normalka i trzeba z tym żyć, nie ma wyjścia. Wyjście okazało się dla mnie niezwykłe fascynujące :).

Zostałam Eko – mamą 😀 (ale do drzew się nie przywiązuję).

  • Gosia

    Nigdy nie korzystałam z wieloraowych pieluszek bo jak se zdecydowałam to Jasiek nauczył se na nocnik.

    • To straszne, ale niektóre dziewczyny decydują się na następne dziecko ze względu na.. ładne pieluszki.. Tak przeginać nie mam zamiaru :). Ale jak się trafi, to nie będę narzekać :).

  • Piękne te pieluszki, choć samej jakoś ciężko mi się przekonać do tej wygody 😉

  • ja jestem wygodniejsza, wolę wyrzucić i mieć spokój. Ale nie powiem, bo te kolorowe wzory kuszą, może kiedyś przy drugim dziecku spróbuję :)

    • Warto np. przy odpieluchowaniu – ładne i mogą się wtedy przydać :). Ja też jestem wygodnicka, nie powiem, ale ilość śmieci „popieluszkowych” do mnie przemówiła. Gminy w zachodnich miastach nakłaniają do rezygnacji z jednorazówek :), bo nie mają miejsca na śmieci.